Razem Lepiej!

Razem Lepiej!

sobota, 20 lipca 2013

Czar prysł...

...po raz kolejny. Wszystkie złudzenia zniknęły jak bańka mydlana, którą Sebastian trąca małym paluszkiem.
Myślę, że już więcej o moim włoskim przyjacielu nie napiszę. 
Mogę się domyślać gdzie był błąd. W sumie to pewne - wszystko wydarzyło się za szybko. 
Tak strasznie chciałam, żeby się udało, że przedobrzyłam. 

Ale to nie tylko to. 
Najbardziej niepokojące okazało się pewne uczucie. 
Uczucie, które pojawiło się raz, gdy kładłam Sebcia spać i drugi raz, gdy byłam z psem na wieczornym spacerze. Chciałam wrócić do dużego pokoju, ale nie chciałam, żeby On tam dalej był. 
Ale był. 
Więc uczucia i intuicję zalałam sporą porcją szampana.
Spłynęły i wróciły dopiero dziś rano. 
I dzisiaj gniotły jeszcze bardziej. 
Czułam, jakby ktoś wkroczył w naszą przestrzeń i naruszył nasz rytm, nasz tryb i w ogóle nasz mały Świat. 
Myślałam, że o tym właśnie marzę. Że ktoś miał się do tego naszego Świata wpasować. I albo jednak sama się mylę, albo to po prostu nie ten ktoś. 
Tyle razy próbowałam przywołać w pamięci to uczucie, kiedy zasypia się w męskich ramionach....
Rzeczywistość wszystko zweryfikowała. 
Nie mogłam usnąć. O 4 uciekłam do mojej i Sebcia sypialni. Spojrzałam na moje spokojne, śpiące dziecko, położyłam głowę jak najbliżej jego łóżeczka i dopiero zapadłam w sen. 

Myślałam, że może dzisiejszy dzień wszystko uratuje. Mieliśmy jechać na wycieczkę do berlińskiego zoo. Ale rano usłyszałam śmieszną wymówkę i w południe pożegnaliśmy się. Byłam tak zła, rozczarowana i niewyspana, że atmosfera stała się już naprawdę ciężka i myślę, że oboje pożegnaliśmy się z ulgą. 

I właściwie przeżyłabym to wszystko dość obojętnie, gdyby nie kolejny błąd, który popełniłam. 
Na bieżąco opowiadałam mamie o rozwoju sytuacji i dziś także powiedziałam jej jak wszystko wyglądało. I o ile do tej pory gadałyśmy luźno, z dystansem  a nawet żartem. O tyle dzisiaj jej reakcja wprawiła mnie w osłupienie. 
A potem w wyrzuty sumienia, dodatkowe wątpliwości i ostatecznie w totalnie zoranie. 

Koniec końców czuję się jak na porządnej zwale. 
Wczoraj po tym szampanie i martini zdawało mi się, że jest fajnie. 
Dzisiaj jest po prostu jakaś masakra. 


Nie mam już dziś siły analizować tego co się stało i dochodzić do tego, czego tak naprawdę chcę. Może zbyt wiele oczekuję, ale nic na to nie poradzę. Chciałabym być Szczęśliwa po prostu. A nie zmuszać się. Nie dopowiadać i dogrywać sobie tego, co czuję, że wcale nie gra. To chyba nie jest jakoś specjalnie dużo...
Lepiej czuję się jednak sama z synem. Może to niezdrowo brzmi, ale tak czuję dzisiaj. 
Dalej chcę znaleźć puzzla, ale nie może być taki, że na siłę trzeba go wciskać, żeby się wydawało, że pasuje...

 

9 komentarzy:

  1. Hmm, domyślam się jak wyszło. Każdy popełnia w zyciu błędy, ale trzeba potrafić wyciągać z nich wnioski i uczyc się na przyszłość. Nigdy nie przeżyłam, czegoś takiego, ale rozumiem to. I rozumiem te Twoje uczucia, że najlepiej czujesz się z synkiem. Dziecko to zawsze dziecko, twoja krew, "twój" człowiek. A faceci przychodzą i odchodzą, a syn zawsze zostanie. Mam nadzieję, że życie Ci się ułoży. Bardzo chciałabym by tak się stało i trzymam kciuki za Ciebie. Mam nadzieję, że któregoś dnia znajdziesz brakujący element układanki, który jak piszesz sam się wpasuje, którego nie trzeba będzie wciskać na siłę.

    Alkohol też jest złym doradcą, Potrafi upiększać, a kiedy ulotni się z krwi, czar pryska. Też z facetami, nie można za szybko bo to łowcy, którzy jak dostaną coś za szybko to się nudzą, tracą zainteresowanie.

    NIe wiem czy czytałas książke"dlaczego mężczyźni kochają zołzy". Jest godna polecenia...

    Pozdrawiam Cię ciepło i życzę dużo szczęścia. A mama? No cóż, mama chce dla Ciebie dobrze, i pewnie dlatego zareagowała jak zareagowała. Trzymkaj się mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przymierzam się do tej książki i chyba czas najwyższy ją przeczytać ;)
      Chociaż ja w teorii, to całkiem mądra jestem, tylko w praktyce różnie mi wychodzi :P
      Dzięki w każdym razie za zrozumienie i pozytywny przekaz :)

      Usuń
  2. Przeczytałam raz, i nie wiedziałam co Ci napisać. W zasadzie sama przeanalizowałaś sytuację:wyłapałaś problem i udzieliłaś sobie rad na przyszłość.
    Sama dawno już tego nie robiła, ale kiedy przypomnę sobie Elizę układającą puzzle, nasuwają mi się takie skojarzenia: kiedy szuka brakującego elementu, dokładnie przymierza kolejne puzzle, jeśli nie pasuje tak, to obraca, przekłada i dopiero wtedy definitywnie odrzuca. Jeśli układa już długo i bez efektu, na siłę chce czasami dopasować i wciska puzzel, który na pierwszy rzut oka pasuje... Dopiero za chwilę okazuje się, że to nie jego miejsce. Musi jeszcze poszukać tego właściwego.
    A Tobie Kochana radzę umówić się z przyjaciółką, dopić martini albo szampana i wznieść toast za sukces. Tak, za sukces. Bo już wiesz, że to nie ten brakujący element układanki. Nie stracisz już ani jednego dnia dłużej u Jego boku. A Wasz puzzel gdzieś jest, pewnie schował się jak zwykle w tłumie innych, i cierpliwie czeka, aż go wyciągniesz.
    Trzymaj się i głowa do góry. Mama pewnie źle nie chciała, ale pamiętaj, że to Twoje życie, masz prawo do pomyłek, do błędów, do swoich uczuć...
    I na koniec najbanalniej jak tylko można: NIC NA SIŁĘ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh Martuś...prawda jest taka, że wiele osób do końca życia nie odnajduje tego puzzla. I niby dlaczego własnie miałoby nie paść na mnie, żebym również znalazła się w tej grupie?
      Nie wiem tego i nie dowiem się pewnie...i może tu jest moment, kiedy trzeba jednak zacząć kierować się rozumem i chłodną kalkulacją?
      Boję się tego strasznie, ale może się to okazać jedynym mądrym wyjściem...

      Usuń
    2. I niestety muszę się z Tobą zgodzić, zdarza się i tak, że dwie połówki jabłka się nie znajdą.
      Musisz sobie sama odpowiedzieć na pytanie jak bardzo musiałabyś Go wpasowywać w Wasz świat. Bo sama wiesz najlepiej, że czym innym jest przymknięcie oczu na jakieś drobne wady i niedoskonałości, a czym innym zmuszanie się do wielu rzeczy. To bym Ci na pewno odradzała z całego serca. Czytałam w Twoich komentarzach, że Włoch wpasował się w świat Sebcia. Super. Ale Ty jako Jego mama też musisz być szczęśliwa, nie tylko jako mama (czytaj- szczęśliwy syn,bo jest w Jego życiu, ktoś kto zastępuje biologicznego tatę) ale też jako kobieta... K... ale zagmatwałam, ale wiem, żeś inteligentna Babka i zrozumiesz :)
      Sama nie wiem co bym zrobiła. Też bym się dręczyła, że lata lecą, że może nikogo lepszego od tego egzemplarza nie spotkam, że nie chcę być całe życie sama, że, że, że... Do dupy z tym wszystkim.

      Usuń
  3. Czasem długo trzeba szukać brakującego puzzla . I wiesz , w moim otoczeniu jest kilka dziewczyn około 30-tego roku życia. Też im brakuje pewnego elementu . I kurcze nie wiem co jest z tymi facetami . Na pierwszy rzut oka -super facet , przy bliższym poznaniu traci ledwo zdobyte punkty. I nie wiem już sama czy to wynika z tego , że w pewnym momencie oczekujemy więcej od mężczyzn, czy tez oni są już tacy "dziwni ". Pewnie to też jest kwestia tego , ze mając lat naście jesteśmy w stanie przymknąć oko na pewne sprawy , nie wszystko też od razu dostrzegamy. Nie zmienia to jednak faktu , że "dzisiaj " nie chodzi o to żeby się sztuka zgadzała . Bo lepiej być samemu niż z "byle kim ". Nic na siłę. Troszkę szkoda , że wszystko się skończyło nim zaczęło. A z drugiej strony lepiej teraz niż np. za kilka miesięcy.
    I tak jak napisała Martusia wyżej - potraktuj to jako sukces. Twoj prywatny , osobisty sukces. Nie zmarnowałaś czasu u boku osoby , która nie pasuje do Waszego świata. Twojego i Sebastianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłopot trochę w tym, że on do Świata Sebastiana chyba się wpasował...i teraz logicznie patrząc - skoro dobro mojego dziecka, jest dla mnie najwyższą wartością, to może powinnam jednak jeszcze się zastanowić i przemyśleć, czy aby na pewno gra nie jest warta świeczki...?
      Straszne dylematy.
      Naprawdę kiedyś było tak dużo prościej. Zazdroszczę tym ludziom, którzy weszli w poważne,stałe związki mając kilkanaście - kilkadzieścia lat. Prawdą jest, że im więcej doświadczeń, tym większe oczekiwania, a mniejszy wybór i równie mniejsza granica naszej tolerancji i akceptacji.
      Jest coraz trudniej niestety. I serce już nie tak porywcze jak kiedyś...

      Usuń
  4. Martuś NIC NA SIŁĘ. Jeśli wiesz,że to nie ten to ucinaj, uciekaj. Nie mówię o końcu znajomości, bo teoretycznie na kawę możecie się umówić jeśli rozmowa będzie się nadal kleiła. Tylko daruj sobie go. Nie rób nadziei jemu i sobie, ze może coś poczujesz. Poczułaś, ze to nie to.
    Wiesz... ja przy swoim jeszcze mężu w końcu też tak poczułam. Tylko, ze było za późno na odwrót. Ciągle powtarzał, ze to dla mnie wrócił zza granicy itd. więc był i ślub. pomyślałam, że w końcu chyba tak to ma wyglądać. że to nie ja mam być najszczęśliwsza tylko muszę zakładać rodzinę, dzieci itd.. i wydawał mi się dobrym materiałem na męża i na ojca. Męża takiego, który ugotuje i posprząta, bo przytulić nie potrafił. Zawsze się domagałam. O sprawach łóżkowych też już nie wspomnę, bo pchać się do wyra z niechęcią to już chyba koszmar jakiś. Dla mnie to był koniec. Dlaczego Ci o tym piszę? Żebyś nadal szukała sercem!!! a nie głową!!! Ułoży się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jeszcze będę próbować ;)

      Usuń