Razem Lepiej!

Razem Lepiej!

piątek, 21 marca 2014

Po rozprawie

Jestem wykończona jak, kolokwialnie mówiąc, koń po westernie.

Nawet się nie spodziewałam, że będzie mnie to kosztować tyle stresu i emocji.

Nie mam siły opisywać ze szczegółami. Zresztą nie ma po co.
2 godziny zeznań, powrotu do przeszłość, pytań o każde współżycie, każdy wydatek, przeliczanie pieniędzy, daty, terminy...
Coś, co było dla mnie jakimś wspomnieniem o pewnej relacji, z której powstał Synek mój najkochańszy, zostało brutalnie odarte z jakichkolwiek emocji... stało się suchym faktem, otoczonym datami i kwotami...

W sądzie byłam jednak z "obstawą".
Czekali na mnie na korytarzu.
Ostatecznie wyszło to na dobre, gdyż okazało się, że potrzebne będą zeznania mamy.

Ojciec nie spojrzał na syna ani razu. Odwracał głowę.

Syn zapatrzony w Miśka, uśmiechnięty, rozradowany, rozbawiony.

Po rozprawie J. chciał chyba coś zagadać, zaczął, przerwała mu moja pani prawnik. Zaczęliśmy ustalać we 3 kwestie kolejnej rozprawy. Niestety musi odbyć się druga, ponieważ potrzebne są zeznania kolejnych świadków. Prywatnie zrobione testy DNA są dla sądu niemiarodajne.
Na koniec spojrzał mi w oczy: "Widzimy się w maju, trzymaj się"
Jak zwykle nic w tych oczach nie wyczytałam.

Na sali tylko naszła mnie myśl, że strasznie byłam ślepa wtedy...
wielu rzeczy nie chciałam widzieć.

Dobrze, że mam to już za sobą. Druga sprawa będzie już łatwiejsza.

W pracy chyba fatalnie wyglądałam.... koledzy dostarczyli mi Nerwosol i NeoSpazminę Extra... tak naprawdę dopiero teraz czuję, że stres mi puszcza, a z sali rozpraw wyszłam 5 godzin temu.

Głowa mi pęka.
Chcę jechać nad wodę.
Wyciszyć się.
Wtulić Miśka i Sebcia.
Taki plan na dzisiejsze popołudnie.





8 komentarzy:

  1. Dobrze, że już po wszystkim, choć szkoda, że musi być jeszcze jedna rozprawa. A Mały jak to zniósł? w nowym miejscu..nowe twarze, dużo osób ;)
    Pozdrawiam cieplutko!
    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze koty za ploty :-)))
    Kolejnym razem powinno pojsc sprawniej.

    Relaksuj sie tym bardziej, ze zaczal sie weekend!!!!!!

    xo

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie moge, ze ten sk***ysyn nawet na wlasne dziecko nie spojrzal!!!

    Ciesze sie, ze juz po i mam nadzieje, ze nastepna rozprawa bedzie juz ta druga i ostatnia!

    A poki co ciesz sie weekendem i rodzinka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Najgorsze masz już za sobą - konfrontację i ustalenie najważniejszych rzeczy. Uszy do góry, teraz powinno już być z górki. Zachowanie J. pozostawiam bez komentarza. Żal i tyle. Ciesz się swoją rodzinką i nie przejmuj przeszłością!

    OdpowiedzUsuń
  5. Absolutnie nie usprawiedliwiam J., bo dla mnie to dno totalne, albo inaczej- dno dna, ale chyba Go rozumiem z tym nie patrzeniem na syna. Co nie zmienia faktu, że jest skończonym idiotą.
    Martuś! Dobrze, że już po. Następny raz będzie już bez takich emocji. Wiesz, stan zakochania/zafascynowania ma to do siebie, że widzimy to co chcemy, a nawet jeśli widzimy to, czego nie chcemy- to nie dopuszczamy tych obrazów do głosu i to jest chyba normalne.

    Jakiś czas temu koleżanka miała sprawę o alimenty. Wiesz, słuchałam Jej z otwartą buzią i wierzyć mi się nie chciało, w to co słyszę. Pokrótce- Jej odczucia były takie, że pani sędzina każdą kobietę, która ubiega się o alimenty, traktuje jak leniwą dziwkę, która chce biednego chłopa naciągać na alimenty. Kurczę! Jak tak można?! Czy ten seks był raz, czy był 15razy, czy dziecko było planowane, czy nie- to do cholery Ono jest i odpowiedzialność powinna być wspólna, tak?! Kobieta ma żebrać o nazwisko, a alimenty? Gdzie my żyjemy?!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. tak bardzo bardzo nie rozumiem niektórych ludzi...jak można nie spojrzeć na własne dziecko, nie mieć żadnego sumienia.... ech.....dobrze, że już po, mam nadzieję, że na kolejnej będzie łatwiej! Buziaki i uściski :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj. Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu. Trzymam kciuki oczywiście za nowe życie. Ja niestety jestem na podobnym etapie jak Ty kiedyś (tylko z totalnym brakiem nadziei na lepsze jutro). Chciałabym podpytać Cię trochę o Twoje sprawy w sądzie, a właściwie nie trochę, a bardziej szczegółowo (czy jest możliwy kontakt z Tobą, chociażby mailowy?)

    OdpowiedzUsuń