Razem Lepiej!

Razem Lepiej!

czwartek, 9 stycznia 2014

Dzień jak co dzień...

Popołudnie jakich wiele... nawet nie zawsze chce mi się je opisywać. Ale wierzcie mi, że to wcale nic bardzo wyjątkowego...

15:30 wychodzę z pracy na pocztę

15:40 robię ekspresowe zakupy

15:50 jadę do żłobka po Sebcia

16:05 usiłuję zaparkować pod żłobkiem. Nie ma miejsca. Ustawiam się pod rozdzielnią na kopercie...przecież tylko na 3 minutki - już wysiadam, a w moją stronę jedzie auto pogotowia energetycznego. Na pewno pod rozdzielnię! Odjeżdżam na drugi koniec ulicy i staję na parkingu. Przechodzę koło rozdzielni...wcale tam nie stanęli. Pojechali dalej.

16:15 dzwoni telefon, właśnie kiedy usiłuję zapakować Sebę do auta. To Tato pogadać o ofercie z T-mobile. Oddzwonię, jak będę mogła gadać.

16:35 parkuję pod bankiem, muszę dopytać o zmiany na koncie firmowym. Seba usnął w aucie. Niosę go...lekki nie jest. Wybudza się w banku

16:40 - 17:00 rozmawiamy z Panią z Banku. Całe szczęście, że to "Wyższa kultura bankowości" i Pani jest wyrozumiała, ponieważ po 5 minutach Seba jest już znudzony kostką edukacyjną, po 10 kostką i drobiazgami z biurka Pani, po 15 moim portfelem...usiłując uciszyć jego jęki i płacze, wyłapuję tylko co drugą informację na temat kont...obiecuję Pani, że przemyślę i wrócę. Wszytko w akompaniamencie dzwoniącego jeszcze 3 razy Taty.  Zabieram ulotki, zbieram Seby bałagan i nagle słyszę...

17:00 "Mama sisi!" "Eeee od kiedy on woła sisi poza domem i bez przypominania...?"....ano od wtedy, gdy ma krzywo ubraną pieluchę i całe sisi pozostawia ją totalnie suchą, zamaczając tym samym body, rajstopki i spodnie po same kostki.

17:05 dobiegam do auta z Sebą na rękach - przecież zmarznąć nie może. Siłuję się z nim podczas zapinania w foteliku...trudno mu się dziwić, skoro go zmuszam do siadania w totalnie mokrych ciuchach. Znów słyszę dzwonek telefonu...na szczęście rozładowuje się bateria.

17:15 wysiadamy z samochodu. Wypuszczam Sebę, stawiam na trawniku, sięgam po torbę z zakupami i torebkę. Beci wściekły dostrzega kałużę, nim zdążam zareagować, stoi w niej po same kolana. Na dnie jest miękkie błoto, nogi mu się zapadają, traci równowagę....i siada.

17:15:30 Zastanawiam się, czy mogę uciec na koniec świata?

W domu rozbieram go z mokrych: butów, rajstop, spodni, bodziaków i kurtki. Suchą ma za to pieluszkę....

Porzucam to wszystko na środku przedpokoju, szybko wycieram dziecię i ubieram, żeby nie zmarzło...
"Mama leluś! Mamaaaa leluuuśś! Maaaaamaaaaaa!!!!!!!!!"
Serek chce.
Ok! Przekładam serek do kubeczka, Głodomor w tym czasie wybiera sobie łyżeczkę, wysypując zawartość z jego kuchennymi akcesoriami na środek podłogi w kuchni.  Sadzam go w foteliku. Wsuwa "leluś". Chwila spokoju.
Grzeję szybko zupę dla siebie.
Siadam, oddycham głęboko, wiosłuję w tempie barszcz (Mamusiu! dziękuję za słoiki!!!To moje zbawienie!) .
Pukanie do drzwi!
Ja j****!
To sąsiad...skory do żartów, więc pytanie, czy mam pożyczyć foremki do muffinek zadaje mi przez około 1,5 minuty...aż wreszcie jego żona zniecierpliwiona sama zagląda o to zapytać.
Ogarnia pełnym politowania wzrokiem moją minę, ubrudzonego "lelusiem" Sebę, niedojedzoną zupę, oraz pokrywającą podłogę, mieszaninę mokrych ciuchów oraz dziecięcych plastikowych łyżeczek.
Opowiadam jej przebieg zdarzeń, gorączkowo poszukując we wszystkich szafkach tych foremek. Na pewno schowałam je przed Sebą...tylko gdzie? No są...tam, gdzie sprawdzałam na samym początku oczywiście.
Sąsiadka zabiera foremki... i Sebastiana też zabiera..."dojedz obiad i przyjdź".

Wdzięczność moja nie zna granic.

Potem było już lepiej....pomijając fakt, że muffinki były tak pachnące i apetyczne, że skusiłam się na jedną! A przecież na diecie jestem... ;)

17 komentarzy:

  1. Tak czasem bywa ;) masz ten wyjatkowy luksus fajnych sasiadow, ktorych zazdroszcze wrecz.
    Przypominasz mi mnie pod wieloma wzgledami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, sąsiedzi są nieocenieni. Nie dość, że są super, to na naszym piętrze mieszkają też Sąsiada Rodzice, którzy są równie pomocni, a Sebastian na Tatę Sąsiada mówi "Dziadzia" :)

      Usuń
  2. Niby zwyczajny dzień, zwyczajne czynności , a jednak istny roollercoster.
    Dobrze, że na Sąsiadów można czasem liczyć .
    A jedna muffinka - eeee to się nie liczy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... ogarnianie wszystkiego samej z dzieckiem małym, to jest ostra jazda bez trzymanki. Sporty ekstremalne są mi w życiu zbędne, bowiem adrenaliny mam pod dostatkiem :P

      Usuń
  3. Znamy, znamy... :) Z tym, że ja co jakieś 30sekund zastanawiałabym się czy mogę uciec na ten koniec świata i w którą to stronę trzeba się kierować...
    Sąsiedzi godni pozazdroszczenia! I jeszcze pieką pyszne muffinki... Skarb po prostu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - Skarby z tych moich Sąsiadów. Już to kiedyś pisałam - mam wyjątkowe szczęście do ludzi :) Wszystkich, poza facetami :P W sensie facetami do związku :P

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam... Pisałam, Ci, że życie zaczyna się po 30tce? No! To żebyś się nie zdziwiła jak Ci z Anetą będziemy za jakiś czas wieczór panieński organizować :) Także, ten tego... Głowa i cycki do góry :)

      Usuń
  4. Sąsiadka super! Taka babka to skarb :-)
    Dzień jak co dzień, matkom dobrze znany :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano...żadna rewelacja w sumie, wiem ;)

      Usuń
  5. Wow! Ja też chcę taką sąsiadkę!!! :) U nas podobnie dzień wygląda...tzn taki zabiegany....padam na twarz! Buziole :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana....gdybyśmy sobie pozwoliły "paść na twarz", czy Ty sobie wyobrażasz, co by się stało? Nasze dzieci pewnie doprowadziłyby do jakiejś apokalipsy :P

      Usuń
  6. Fajnie że masz takich sąsiadów... Zawsze się zastanawiam, czy ludzie sobie zdają sprawę, jak bardzo pomagają zajmując się przez chwilę dzieckiem i dając odsapnąć mamie :) Ja wprawdzie mam męża do pomocy, ale zagoniony po pracy, a ja po całym dniu przy dwójce i ze skopanym brzuchem też padam na pysk i wywieszam białą flagę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Prowadzisz już długo bloga i masz lekki styl pisania, więc pewnie miałaś milion nominacji, ale od przybytku głowa nie boli :-), najwyżej zarzuć mi linka z poprzedniej nominacji :-)
    http://placzolina.blox.pl/2013/12/Lancuszek.html

    OdpowiedzUsuń
  8. To sąsiadów tylko pozazdrościć :)
    Człowiek czasem ma ochotę siąść i płakać, nie? Szkoda (chociaż w sumie to nawet lepiej), że nie ma na to czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla ciebie było dramatycznie, a ja się naprawdę uśmiałam :)
    Tak to już jest z dzieciaczkami, znam to aż za dobrze ;) Ale cóż jeden uśmiech Seby i zakładam że już o tym wszystkim zapomniałaś ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Spotkalas dobra dusze w tym wszystkim. Nie lubie takich dni w biegu. I im wiecej m wtedy do zrobienia tym robi sie jeszcze wiecej!

    OdpowiedzUsuń